„O czasie i wodzie" Andri Snær Magnason


Choć jesteśmy już dzisiaj (mniej lub bardziej) świadomi postępujących w zastraszającym tempie zmian klimatycznych, nadal mówimy o nich językiem obojętnym, pozbawionym większych emocji, traktując tę palącą kwestię jako coś odległego, co tak naprawdę nie dotyczy nas bezpośrednio. Andri Snær Magnason, islandzki pisarz i działacz na rzecz ochrony przyrody, siedząc przy stole w domu będącym w rodzinie od pokoleń, pyta swoją córkę, dziesięcioletnią Huldę “(...) w którym roku będziesz miała dziewięćdziesiąt cztery lata? następnie kontynuując - “może nawet będziesz mieszkała w tym domu? I może przyjdzie do ciebie w odwiedziny twoja dziesięcioletnia prawnuczka, usiądzie w tej kuchni w 2102 roku. Tak samo jak ty teraz. (...) No, wyobraź sobie tylko. Masz szansę znać dziewczynkę, która będzie żyła jeszcze w 2186 roku. (...) Wyobraź to sobie. 262 lata. To czas, który spajasz.1
 
W swojej książce o kondycji planety sięga po historie rodzinne, dzięki czemu czyni opowieść o zmieniającym się świecie bardziej osobistą, dostępną, bliższą zwykłemu śmiertelnikowi – każdy z nas uwikłany jest w sieć rodzinnych powiązań i zależności, jesteśmy czyimiś wnukami, dziećmi, później często sami stajemy się rodzicami, by w jesieni życia zostać dziadkami, a niekiedy i pradziadkami. Mamy realną możliwość znać ludzi, którzy będą żyli jeszcze wiele lat po nas. Może zatem warto sięgnąć dalej niż ku końcowi czasu, jaki mamy?

Pokolenia żyjące przed nami budowały świat z myślą, że przysłuży się on nie tylko im – ale również tym wszystkim, którzy przyjdą po nich. Dziś mamy z tym kłopot. Mam poczucie, że w swojej pozycji z pogranicza publicystyki literackiej i eseju, Magnason nie stawia sobie jednak za cel krytyki naszych poczynań (choć trudno nie obarczyć winą ludzi) bo choć jesteśmy zwierzętami mającymi najbardziej destrukcyjny wpływ na klimat, jesteśmy równocześnie jedynymi zdolnymi do wspólnej walki o naprawienie wyrządzonych szkód.

W swojej opowieści o czasie i wodzie zwraca uwagę na wielką rolę języka w opisywaniu świata. Powinniśmy mówić o degradacji planety tak, byśmy wszyscy poczuli się bardziej odpowiedzialni. Nie powinno nam to powszednieć, nie powinniśmy się przyzwyczajać i emocjonalnie się dystansować. Ekonomia nie może dłużej określać wartości natury. Podobnie najnowsze technologie powinny być skierowane na ocalenie dzikości i naturalnej “brzydoty” Ziemi, ponieważ, na co słusznie zwraca uwagę autor, nieważne jak rozwiniętą dysponujemy technologią, i tak we wszystkim jesteśmy uzależnieni od przyrody2.

Pozycja ta, choć momentami chaotyczna, nie przytłacza czytelnika nadmiarem informacji, skupia się raczej na humanistycznej refleksji. Myślę, że warto przedrzeć się przez trudne islandzkie nazwiska, nazwy miejsc, terminy rodem z mitologii, by dać wybrzmieć myśli Magnusona pragnącego powtórzyć nam: wszyscy jesteśmy połączeni.

1 O czasie i wodzie, s. 21-22
2 O czasie i wodzie, s. 288

Komentarze